piątek, 5 lipca 2013

Nic się nie zmieniło... III rozdział

- Cześć chłopaki - rzucili się na niego jak na starego kumpla, a Louis u kratkiem wskazal mnie Zaynowi Niallowi i Liamowi, a chłopcy przytaknęli.
Nic się nie zmienili... Z wyjątkiem tego gównianego pasemka, które Zayn zrobił dla szpanu... znikło ,,Całe szczęście" pomyślałam.
,, Pamiętam jak jak razem z ekspedientką smiałysmy się, że któryś z chłopaków zrobił mu psikusa. Nie odzywał się do mnie dwa tygodnie."
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. W końcu chłopcy uwolnili mojego Mata. Objął mnie w pasie
- To są właśnie Ci chłopacy, o których Ci mówiłem... od lewej Paul,- ,,ooo czyli udajemy, że się nie znamy"-
 Liam, Louis, Niall, Zayn i - myślałam, że się porycze z nerwów w tym momencie - ... Harry
- nawet na niego nie spojrzałam, uśmiechałam się cały czas do Paula.
- Cześć, chłopacy - mruknęłam z sztucznym uśmiechem na twarzy.
- To jest moja dziewczyna Nicole. - każdy po kolei podszedł się przywitać. W każdego oczach widziałam coś innego. Zayn spojrzał na mnie z tesknota, ale go olałam,
 Liam uśmiechnął się czule, Niall wygladał jakby miał zaraz eksplodować ze szczęścia, Louis był dalej na mnie zły. W końcu podszedł do mnie Harry
- Hej - mruknęłam i podałam mu rękę. Starałam nie patrzeć się na niego, lecz to było silniejsze ode mnie. Te gęste loki, zielone , głębokie oczy, nieskaztelnie biały uśmiech i to podejscie do mnie
- Cześć - skromnie podał mi rękę i odszedł. Dlaczego to musi być wszystko takie trudne, a oni to pogarszają. Wszystkie wspomnienie po wróciły z hukiem.
 Chciałam przerwać tą ciszę, więc zapytałam
- A gdzie ta jedna dziewczyna, która ma mnie uratować? - Niall próbując zachowywać się całkiem na luzie i normalnie zaśmiał się
- Louis, gdzie jest Eleanor? - docieklił Mat
- Yyy była w łazie... - ktoś mu przerwał
- O mnie mowa? - wpadła przepiękna brunetka z falowanymi włosami, szczupłą sylwetką, i długimi nogami ... ,, Louis?! Wow, zwykle gustował w zupełnie innych dziewczynach,
jestem pełna podziwu"
- Tak, o Tobie Kochanie - Louis pocałował ją w polik. Dziewczyna spojrzała się na mnie
- Ach, - złożyła ręce i podeszła do mnie - Ty pewnie jesteś moim ratunkiem na najbliższe trzy tygodnie, Nicole prawda?
- Zgadza się - posłałam jej wielki uśmiech. Byłam nią pozytywnie zaskoczona
- Miło mi Eleanor, ale możesz mi mówić El - odwzajemniła uśmiech i podała mi rękę. - Jesteś śliczna, przejechała mi ręką po poliku. Louis odchrząknął, a wszyscy się zaśmiali.
- Zazdrośnik. Jesteś na prawdę ładna Nicole. Wiedz o tym. Wiem jak ważne jest udowadnianie innym osobą ich wartości, więc stwierdzam tylko fakt. - zarumieniłam się i podgryzłam wargę
- Idę na chwile do pokoju. - powiedział Harry zwróciwszy uwagę wszystkich dookoła
- Po cholere nam to mówisz? - zapytał kpiąc Zayn
- Żebyś nie tęsknił - Styles wyszedł z reastauracji
- Może usiadziemy, bo jestem strasznie głodny! - cisze przerwał Niall. Wybuchnęliśmy śmiechem. Śniadanie jak śniadanie. Próbowałam cały czas rozmawiać tylko z El.
Była osobą mądra, inteligenta i bardzo emocjonalną. Od razu widać było, ze nabieramy na jednej fali.
- Chłopcy zajmijcie się sobą, a my z Nicole pójdziemy na zakupy co Wy na to? - mrugnęła prawym okiem
- Jasne... - odpowiedziałam za nich - złapałam ja za nadgarstek i wyszłyśmy z restauracji. Wystukałam do Mata smsa
" nie gniewasz się? :*"
"no co Ty? ;) " Ten sms bardzo mnie usatysfakcjonował. Mogłyśmy spędzić więcej czasu razem.
Miałyśmy z El podobny gust, więc po 3 godzinnym obchodzie sklepów miałyśmy pełne ręce torebek z zakupami
- Po tak ciężkich zakupach należy nam się kawa i małe co nieco - zaciągnęła mnie do pierwszej lepszej kawiarni. - usiadłyśmy przy jednym ze stolików i zamowiłyśmy latte machiato i pucharek lodów
- Ogólnie to dzisiaj rano sobie coś obiecałam - zaczęła. Było widać, że czuje się nie zręcznie, ale jej nie przerywałam - Chodzi o to, że wiem o wszystkim - zatkało mnie. Odłożyłam lody. - Nie gniewaj się na chłopaków. Moja przygoda z 1D zaczęła się zaraz po Twojej. Louis cały czas chodził przyduszony, musiałam wiedzieć o co chodzi. Żyję z chłopakami już 2 lata i widzę co się dzieje. Fanki też to zauważają, ale nie tak dosadnie, bo chłopcy starają się to wszystko ukryć. Zayn jest Twoim bratem prawda? - zapytała
- El, był moim bratem - czułam sie ta strasznie niezręcznie
- Możesz mi wierzyć, badź nie, ale zauważysz przez te trzy tygodnie, że Zaynowi zalezy tylko na Tobie i na nikim innym. Od momentu, gdy Harry... nienawidzi go za to co Ci zrobił. Harry stara się naprawić ich relacje, ale Zayn dalej stoi przy swoim i jest razem z Tobą.
Uwierz mi, ze nie chciał Was zostawiać, ale wszyscy zbytnio napierali na niego. - po policzku popłynęła mi łza. El usiadła obok mnie i przetarła ją, a potem mocno mnie przytuliła. - Czujesz coś do niego ja to czuję, ale Mata tez mocno kochasz. a Co do Zayna, wierzę w to ogromnie, że kiedyś mu wybaczysz - czytała ze mnie jak z otwartej księgi. Wtedy wiedziałam, ze po mimo chłopaków to będzie przyjaźń na wieki.

Kolejne dwa dni minęły... ach, niby w porządku, bo było naprawdę fajnie. Louis juz nie był obrażony na mnie i dobrze się dogadywaliśmy, Niall przez cały czas mnie jakoś rozbawiał, a z Liamem mogłam zawsze poważnie porozmawiać i odprężyć się od tego wszystkiego. Mat polubił chłopaków, a z Eleanor trzymała mnie na prawde mocna więź, ale nie mogłam znieść towarzystwa Zayna i Harrego. Harry cały czas chodził naburmuszony i zrzędził, a Zayn podlizywał się Matowi, na co ten się nabierał
,, Mój chłopak to idiota" pomyślałam udając, że słucham muzyki. Cały czas myślałam o tym co myśli teraz o mnie Harry i, czy wybaczyć Zaynowi. W końcu moje myśli odleciały i zasnęłam na leżaku.
Śniło mi się, że rzeczywiście pogodziłam się z Zaynem i wszystko było jak dawniej. Rodzeństwo jakiego świat jeszcze nie widział.
Obudził mnie namiętny pocałunek. Zawsze lubiłam, gdy budził mnie w ten sposób. Odwzajemniłam pocałunek. Dalej z zamkniętymi oczyma przejechałam ręką po jego poliku.
Od razu zauważyłam, ze to nie on. Odsunęłam się od niego i otworzyłam oczy.
- Harry?! - byłam zdziwiona, a za razem wkurzona. Rozejrzałam się dookoła. Nie byłam już na górnym pokładzie tylko - domyślając się po wystroju, byłam w jego pokoju.
Na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech - Co ja tu robie?! - ,, tak zgadzam się z Wami. głupszego pytania nie mogłam zadać"
- Zasnęłaś. Skorzystałem z okazji, żeby z Tobą pogadać - włożył mi włosy za ucho, a ja jeszcze bardziej się odsunęłam
- I tak udajemy wszyscy, że się nie znamy, więc w czym był problem 'zaprzyjaźnić się' ze mną.- zakpiłam - Co to w ogóle ma być? Dociągne tak do końca tygodnia. Albo się stąd wyniesiecie, albo Mat o wszystkim się dowie.- postawiłam mu ultimatum.
- Chamska i wredna jak zwykle. To chyba najbardziej w Tobie kocham. Twoją nie zalezność. Ach! - zaśmiał się - Albo...? Albo pokaże Ci jak bardzo dalej Cię kocham, a Ty zostawisz tą ciote dla mnie. - zbliżał się w moją stronę co raz bliżej z każdym słowem. Nie wierzyłam sama w to co czuję, ale pragnęłam go, pragnęłam go przez te całe dwa lata. Jego zawadiacki uśmiech zamotał mi w głowie w końcu się ogarnęłam.
- Nie dotykaj mnie! - w tym momencie strzeliłam mu z liścia, przeszłam łóżkiem i pobiegłam w stronę ,ale on zdążył mnie złapać i zamknął drzwi. Stałam tyłem do drzwi, a on oparł na nich rękę. Przybliżył się do mnie i pocałował mnie w szyję.
- Przypominasz sobie? Pamiętasz jacy byliśmy szczęśliwi kiedyś? - wiedział o czym teraz myślałam, znał mnie na wylot, nie mógł się pomylić, zaczął mnie całować, a ja nie byłam mu obojętna. Zaniósł mnie na łóżko.

Zaraz po tym nasze ubrania wylądowały gdzieś na podłodze. Tego właśnie potrzebowałam. Po wszystkim położył sie obok mnie i nakrył mnie kołdrą
- Te amo - zamruczał mi do ucha, a ja wtuliłam się w jego tors. Zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam i po poliku spłynęła mi łza. Zauważył to.
- Kochanie nie płacz, wiesz jak nie cierpie, gdy się smucisz. Powiedz tylko, ze przeze mnie, a zostawię Cię w spokoju - wreszcie coś do niego dotarło, ale to nie o to chodziło.
- Nie w tym rzecz... Tak strasznie się pogubiłam. - mocno mnie przytulił, a ja zaczęłam płakać
- To głupie z mojej strony, ale cieszę się, że pamiętasz jeszcze o mnie i, że spotkałem Cię jeszcze. Boże! dwa lata... Nie wiem jak wytrzymałem bez Ciebie...

8 komentarzy i wstawiam następny rozdział ;*

czwartek, 4 lipca 2013

Nic się nie zmieniło... II rozdział

- O, a więc jednak mnie pamiętasz - skrzywił się
- Louis to nie tak... - próbowałam się tłumaczyć, ale sama nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nadal nie wierzyłam w to, że stoi przede mną.
- To powiedz mi jak? Jak mogłaś nas zostawić? Jak mogłaś od tak wyjechać bez żadnego słowa? - zaczął podnosić głos... nie ma to jak miłe spotkanie po latach
- Jak mogłam? A czy którekolwiek pomyślało o mnie? O tym co jest z moimi uczuciami, gdy on zdradził mnie z ta lafirynda?! - zaczęłam się drzec na cały korytarz, a do oczu napłynęły mi łzy. Louis podszedł do mnie i mnie przytulił,
co w tej sytuacji bardzo mnie zaskoczyło. Podniosłam głowę, by spojrzeć na niego
- Przepraszam Cię, nie powinienem tego mówić. Wszyscy przez ten czas martwiliśmy się o Ciebie, że coś Ci się stało. Przez rok nie było dnia, żeby którykolwiek z nas o Tobie nie myślał, a potem... potem trzeba było zająć się życiem, ale dalej o Tobie pamiętaliśmy.
Na szczęście teraz wszystko wróci do normy - pogłaskał mnie po głowie i uśmiechnął się, ale ja się odsunęłam
- Przykro mi Lou, ale nic nie wróci do normy. Minęły dwa lata. Zdążyłam przez ten czas wszystko przekreślić. Rozdział pt.,, One Direction" uważam za zamknięty.Przepraszam. Próbowałam go wyminąć, ale stanął przede mną.
- Nie pozwolimy na to. Jesteś tu do końca prawda?
- Tak. Jacy my? Nie mów, ze są tu wszyscy... - po głowie chodziło mi jedno zdanie: ,, powiedz, ze ich tu nie ma"
- Są wszyscy. Łącznie z Twoim brat...
- Ja nie mam już brata - przerwałam mu
- Nie mów tak. On cały czas o Tobie pamieta i tęskni za Tobą
- Gówno mnie to obchodzi. Zostawił rodzinę... mnie w chwili, gdy najbardziej go potrzebowałam dla ... - nie mogłam przełknąć tego imienia - i dla Was.
Zostaw mnie. - poszłam na górny pokład, gdzie czekał na mnie Mat. Raz po raz odwracałam się patrząc, czy nie idzie za mną Louis...


- Już jestem Kochanie - dałam mu soczystego całusa w policzek
- Co tak długo? - zapytał z zaniepokojoną miną
- Yyyy... nie mogę jeszcze ogarnąć karty od pokoju - to była pierwsza wymówka jaka przyszła mi tylko do głowy
- Ach, no tak. Moja blondyneczka. - pogłaskał mnie po głowie, a ja się naburmuszyłam
- Sexu nie będzie - postanowiłam
- Co? ee... ale Kochanie ja żartowałem - myślał, ze coś tym wskóra - taki tam joke, wiesz jak jest... sucharek - wbił mi palec w żebro
- Nie mój drogi - przejechałam palcem po jego twarzy, a potem po ustach i przygryzłam jego dolną wargę
- Jesteś okrutna - naburmuszył się
- Wiem - posłałam mu całusa z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłam patrzeć na jego smutyną mine. - Ach... niech będzie
- Wiedziałem - zaszeptał
- Co tam mruczysz?
- Nie, nic. To idziemy do pokoju? - zaproponował
- Nie dzisiaj. Mogę tam iść tylko po to, żeby zasnąć. - ziewnęłam w tym momencie
- Niech będzie - uśmiechnął się porzeczesując grzywkę. Poszliśmy do pokoju.
Muszę przyznać, ze dosyć szybko zasnęłam w objęciach Mata. Jednak to nie była spokojna noc. Cały czas śniły mi się wszystkie zdarzenia sprzed dwóch lat. Tak jakby ktoś mi póścił film z tam tego okresu. Na szczęście, gdy miało dojśc do najgorszego Mat obudził mnie pocałunkiem.
- Jak śpisz wyglądasz jak miś koala - stwierdził
- Hahahaha co? - rzuciłam go poduszką - Dobrze wiedzieć - przeczesałam włosy.
- Chciałem załatwić Ci śniadanie do łóżka, ale się nie dało. Jesteś skazana na ruszenie dupy właśnie w tym momencie i ruszenie do restauracji. - rozkazał
- Nie pójde tak! - miałam na sobie białe przykrótkie szorty i czarny top
- Ok, ale się sprężaj! Spotkałem po drodze znajomego z dzieciństwa. Ma na imię Paul, przyjechał tu z grupą znajomych, głównie chłopaków, ale jeden ma dziewczynę, także nie powinnaś się czuć źle przy wspólnym śniadaniu. Widziałem się z nimi. Fajne towarzystwo.
- Może to nawet lepiej. Nie wiem jak wytrzymam z Tobą te trzy tygodnie - powiedziałam do siebie idąc do łazienki
- Wszystko słysze - w tym momencie dostałam z poduszki
- Ała! - odwróciłam się i wytknęłam mu język, a on mi przesłał buziaka. Przemaszerowałam dalej do łazienki. Umyłam biegiem zęby narzuciłam na siebie biały top, niebieską spodnice w pomarńczową łączkę, dzinsówkę i do tego pasujące brązowe sandałki na obcasie.
Wszystko to przypieczetowala pasujaca bizuteria lekki make-up, zebrane włosy w kok z zostawioną grzywką no i obowiązkowo czarne raybany. Wyglądałam całkiem nieźle, chodź nie kiedy tak o sobie mowilam.
Gdy wyszłam z łazienki Mat był już uszykowany. Miał na sobie siwe rurki i czarną koszulkę z dekoltem w serek, a do tego wysokie Nike. Bardzo mnie śmieszyło to co zastałam.
Meczył się z układaniem grzywki przed lustrem. Strasznie zabawny widok, szczególnie, ze był już wkurzony. Wybuchłam śmiechem, a on się odwrócił w moją stronę.
- To nie jest śmieszne. -  podszedł do mnie i stuknął mnie w czoło - aaa chciałbym Cię teraz tak podnieść i zakręcić. - zmartwiony spojrzał na swoją rękę
- Jeszcze nie raz to zrobisz - złapałam go za podbródek i namiętnie pocałowałam, a on to odwzajemnił. W końcu się od siebie odkleiliśmy, ale dalej patrzyliśmy sobie głęboko w oczy
- Idziemy? - przerwałam ciszę
- Jasne - złapał mnie za rękę i poszliśmy do restauracji. Sala była piękna, taka ogromna, a te kolory i meble - cudo!
- To gdzie siadamy? Tak właściwie to którzy to ludzie? - zapytałam rozglądając się po sali
- Piąty stolik pod ścianą - wskazał. Nie wierzyłam w to co widzę. To nie śniło mi się nawet w największych koszmarach...


komentować! 6 komentarzy i dodaje nastepny <3

środa, 3 lipca 2013

Nic się nie zmieniło... I rozdział

- Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham - przytulił mnie Mat w blasku zachodzącego słońca. ,,Byliśmy parą od zaledwie pół roku, a czuliśmy jakby minęło już ze sto lat.
Nasza więź była można by rzec nierozerwalna straciła jednak na swojej wartości, ale o tym później... Wróćmy do tam tego wieczora"
Spojrzał na mnie z pod kruczoczarnej grzywki swoimi niebieskimi jak niebo oczami.
- Tak? - chciałam zakończyć tę niezręczną ciszę4
- Mam coś dla Ciebie  - uśmiechnął się tymi białymi ząbkami, od których odbijało się światło słoneczne, a moje oczy świeciły się jak iskierki.
Podał mi kopertę. Spojrzałam na niego zdezorientowana. -No otwieraj - otworzyłam kopertę,a w niej znalazłam dwa bilety na 3 tygodniowy rejs po Atlantyku.
Z radości rzuciłam mu się na szyję.
- Matie, jesteś kochany - dałam mu buziaka w policzek
- No wiem - teatralnie zarzucił grzywką i zaśmiał się. Złapał mnie od tyłu - Wyobraź sobie, Ty, ja i 3 tygodnie na zamkniętym statku. - Nie musiał nic mówić i tak za bardzo się rozmarzyłam,
a on na dodatek zaczął całowac mnie po szyi
- To będą nasze najlepsze wakacje.
,, No i tak miało być, jednak jak wiemy w czasie podróży wszystko może się zdarzyć, a właściwie nawet tuż przed"

dzien przed...
- Jak to złamałeś rękę? - wydarłam się do telefonu
- spokojnie, pojedziemy
- Po pierwsze tu nie o to chodzi, a po drugie nigdzie nie jade... i Ty też nie - stwierdziłam mu fakt
- Jak to nie? Wypadło Ci coś? Nie... no właśnie mi też nie. Oczywiście, że jedziemy, jakaś głupia ręka nie zniszczy nam tego weekendu - wiedziałam, ze się na niego napalił
- Dobrze, ale uważaj na siebie. - ostrzegłam go
- Drugiej raczej nie złamię - zasmiał się - Pa, Kocham Cie. Będę po Ciebie jutro rano - rozłączył się. Odłożyłam telefon i dwróciłam się w stronę drzwi. W progu stała mama
- Co się stało? - powiedziała z pochmurną miną
- Nic, Mat złamał sobie rękę i uparcie chce mnie przekonać do tego, żebyśmy jednak pojechali - wyjaśniłam
- No i ma racje - poklepała mnie po ramieniu
- Poradzisz sobie te trzy tygodnie?
- Jasne, jestem już dużą dziewczynką. Jedź i baw się dobrze
,, Mama... w domu zostałam tylko ona jedna. Tata umarł rok temu. A rodzeństwo? - zapytacie. Starszy brat, tak... zostawił nas już 2 lata temu. Podsumowując jestem jedynaczką i półsierotą.
Wolałam, żeby już tak zostało... ew. żeby mama sobie kogoś znalazła, ale żeby nie doszło do tego... o czym opowiem Wam za moment."...

Byliśmy w porcie, gdzieś w Portugalii. W około widziałam pełno ludzi. Z większością z nich miałam spędzić 3 tygodnie.Liczyłam na nowe znajomości, ale tez i przyjemne chwile z Matiem.
Moim oczami ukazał się wielki statek. Weszlismy na pokład. Po mimo ręki Mata daliśmy sobie radę z bagażami. Weszliśmy do kabiny. Po środku stało wielkie łóżko, pod ścianą toaletka, a obok wielka
szafa, łazienka też była fantastyczna. zaczęłam rozsuwać walizkę, gdy Mat rzucił mnie na łóżko, a sam położył się obok
- Uważaj na ręke  - upomniałam go
- Oj nie bądź taka sztywna. - przejechał ręką po moim poliku, a potem złapał za podbródek i namiętnie pocałował.
- Mmm... Matie, mamy jeszcze walizki... - próbowałam myśleć chodź trochę  racjonalnie - ... a właściwie kit z walizkami
- O to właśnie mi chodziło - siedział nade mną i zaczął zdejmować mi bluzkę, a potem to juz sami wiecie... Na koniec włożył mi włosy za ucho i pocałował w czoło
- Kocham Cię
- Ja Ciebie też. Mam prośbe?
- hmmm?
- Rozpakuj walizki, a ja pójdę się wziąć prysznic - zamrugałam błagalnie oczami
- A nie lepiej, żeby poszedł wziąć prysznic z Tobą, poszlibyśmy na górny pokład, a potem rozpakowali walizki?
- Nie. Powiem tak. Rozpakuj walizki, a potem gdzieś pójdziemy - wytknęłam mu język i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałam krótkie dżinsowe spodenki i czarny top, na nogi wsadziłam czarne trampki
i oczywiście nieodłączna część mojej garderoby czarne raybany, które zaczesałam na pukiel długich, blond włosów. Wyszłam z łazienki i podeszłam do Mata
- Dziękuję - dałam mu buziaka w nagrodę
- O nie to ja dziękuję . Ładną masz bieliznę - uśmiechnął się cwaniacko
- Fakt, tego nie przemyślałam, ale i tak wiesz jaką mam bieliznę, więc co mi tam - odpowiedziałam mu uśmiechem
- Idziemy? - zaproponował
- Jasne - złapał mnie za ręke i wyslziśmy z kabiny. Na pokładzie było pełno ludzi z całego świata od najmłodszych do najstarszych to właśnie było fajne. Nie zdąrzyłam się rozejrzeć, bo
przed moimi oczami wyskoczył jeden z animatorów proponujący nam dzisiejszy koncert z okazji pierwszego dnia rejsu. Razem z Matem staneliśmy przy barierce i patrzyliśmy jak statek
co raz bardziej oddala się od brzegu. Pocałowałam go w polik
- A To za co? - zdziwił się
- Za to, ze jesteś i za to, ze Cię kocham - uśmiechnęłam się
- Ja też Cię kocham - objął mnie mocniej. Na chwilę obróciłam głowę. Byłam tak wystraszona i z szokowana tym co zobaczyłam, a raczej kogo, że zaraz spojrzałam prosto przed siebie... ,, Musze wiedzieć, czy to prawda"
Spojrzałam znów za siebie, ale nikt już tam nie stał. ,, Pewnie coś mi się przewidziało" - pomyślałam. Spędziliśmy razem wspaniały wieczór... ping-pong, kręgle... takie tam. Leżeliśmy na leżakach, gdy zaczeło robić się chłodniej
- Poczekaj, tylko skocze po sweter - Mat tylko przytaknął głową. Wzięłam pierwszym z brzegu sweter - trafiło na dłuższy w niebiesko-siwe paski. Szłam w po korytarzu odpisując mamie - o której na śmierć zapomniała na sms'a.
W tym momencie wpadłam na jakiegoś chłopaka
- Przepraszam - powiedziałam i poszłam dalej. Po chwili zastawił mi drogę. Wszędzie poznałabym tę brązową grzwykę i chwilowy zarost, który znikł byłby po godzinie, bluzka w paski, głupi usmieszek, ale udawałam, ze go nie znam
- Co jest? - zapytałam starając się nie patrzeć mu w oczy
- Nicole, nie udawaj, ze nie pamiętasz. Widze to zaskoczenie w Twoich oczach - oczywiście, ze pamiętałam. Rozpoznałabym każdego z nich na kilometr. Zadawałam sobie tylko dwa pytania. Czy jest reszta, a jeżeli jest to czy jest on?
- Ach, Louis...

4 komentarze i jest następna część